czwartek, 12 marca 2015
# 3
Brzęczenie budzika brutalnie wyrwało moje ciało z objęć Morfeusza. Niechętnie wygrzebałam się spod ciepłej kołdry, powolnym krokiem kierując się do łazienki. Rozebrałam się i weszła pod prysznic. Strumienie gorącej wody działały relaksacyjnie na moje zmęczone ciało. Po umyciu się wytarłam ciało ręcznikiem i poszłam naszykować sobie jakieś stosowne ubrania. Ponieważ pogoda za oknem wydawała się dopisywać, założyłam jeansową spódniczkę z wysokim stanem, zwykły czarny crop top odsłaniający jedynie niewielką część mojego brzucha, oraz klasyczne białe converse przed kostkę. Do dużej czarnej torby, w której miałam wszystkie potrzebne na dziś książki, włożyłam strój do tańca i cieki sweterek, gdyby zrobiło się zimno. Wróciłam do łazienki i zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam brązowe włosy. Ponieważ mimo nadchodzącej jesieni słońce dość mocno przygrzewało, wzięłam ze sobą okulary przeciwsłoneczne. Zabrawszy torebkę poszłam do jadalni, gdzie czekała już moja matka. No to teraz się zacznie.
- Cześć - powiedziałam biorąc talerz z szafki
- Dzień dobry - odpowiedziała rodzicielka nawet na mnie nie patrząc
Szybko zrobiłam sobie dwa tosty i nalałam do wysokiej szklanki soku pomarańczowego. Niechętnie podeszłam do drewnianego stołu i zajęłam miejsce na przeciwko Samanthy. Zaczęłam jeść swoje śniadanie, kiedy zauważyłam, że kobieta dość intensywnie mi się przygląda. Chciałam to zignorować, ale było to zbyt rozpraszające. Nie mogłam nawet skupić się na jedzeniu zwykłego tosta.
- Co? - spytałam w końcu
- Wiesz - zaczęła - Zaczyna się nowy rok szkolny. Jesteś już w ostatniej klasie i chcę żebyś dała z siebie wszystko. Na koniec mają podpisywać z wami te kontrakty. Ale mam nadzieję, że wiesz o tym, iż tylko najlepsi je dostaną. Jeśli ci się nie uda, nawet nie licz na moją pomoc.
Matka spojrzała na mnie wzrokiem modliszki i wyszła z jadalni. I to ma być niby matka? Nie dziwię się, że mój ojciec ją zostawił. Sama bym tak zrobiła, ale niby gdzie mam iść? Nie znam mojego ojca i nigdy w życiu go nie widziała, przynajmniej nie pamiętam, żeby tak było. Trochę szkoda, że mnie też zostawił, ale co ja mam na to poradzić? Nawet nie wiem za czym tęsknić, skoro nigdy nie miałam go przy sobie. To trochę dziwna sytuacja, ale ja do tego przywykłam. Bo jak mogę tęsknić za czymś, o czym nie mam pojęcia? Jak może brakować mi czegoś, czego nigdy nie zaznałam?
Po zjedzeniu śniadania od razu wyszłam z domu, żeby zdążyć na autobus. Po kilkunastominutowej jeździe komunikacją miejską i pięciominutowym marszu znalazłam się w zabytkowym budynku mojej szkoły. Wyjęłam z torebki plan lekcji, żeby zobaczyć do jakiej sali mam się teraz udać. Super. Pierwszy jest angielski w 307. Z samego rana muszę wchodzić po schodach na trzecie piętro. Nie mogliby zrobić tu jakiejś windy? Gdy byłam już na drugim piętrze zobaczyłam znajomą mi osobę. Ten nowy chłopak wyglądał, jakby się zgubił. Nie zastanawiając się długo podeszłam w jego stronę.
- Cześć - powiedziałam uśmiechając się miło
- Hej - odpowiedział tym samym
- Wygląda na to, że się zgubiłeś. Nie przejmuj się. Ta szkoła jest strasznie pokręcona. Ja na początku cały czas się tu gubiłam. Chodź ze mną. Pierwszą lekcję mamy razem.
- Dzięki - powiedział
Szliśmy po długich, kamiennych schodach kierując się do sali, w której za chwilę miała odbyć się pierwsza w tym roku szkolnym lekcja.
- Powinni dawać nowym uczniom mapy tej szkoły, bo sale są tu niemożliwe do znalezienia - zaśmiał się chłopak
- To właściwie nie jest takie trudne. Spójrz: na pierwszym piętrze są sale z numerami od stu, na drugim od dwustu, a na trzecim - trzystu. - zaczęłam tłumaczyć
- To zauważyłem. Tylko poszedłem innymi schodami i nigdzie nie mogłem znaleźć tej sali.
- Na szczęście trafiłeś na mnie- uśmiechnęłam się - tamte schody prowadzą do sal z numerami parzystymi, a te po których teraz idziemy- do nieparzystych. Są jeszcze trzecie schody na środku szkoły i nimi dojdziesz na drugie piętro na hol główny. Wiem, to wydaje się strasznie pokręcone, ale po jakiś dwóch tygodniach powinieneś już wszystko ogarniać. Ten budynek ma już ponad sto lat, więc to zrozumiałe, czemu zrobili tu taki labirynt. A swoją drugą, nie pamiętam jak masz na imię.
- Harry - powiedział podając mi rękę
- Louanne - odpowiedziałam potrząsając jego dłoń - Jak to się stało, że cię do nas przyjęli. To znaczy jesteśmy ostatnią klasą i na sukces trzeba tu długo pracować, a ty właściwie przychodzisz tylko na rok.
- Wcześniej chodziłem do podobnej szkoły. Niestety, musiałem przeprowadzić się do Londynu, a moi nauczyciele nie chcieli, żebym stracił szansę spełnienia moich marzeń, więc uzgodnili z nauczycielami, z tej szkoły, żeby mnie tu przyjęli. Nie przechodziłem nawet testów.
Po naszej krótkiej rozmowie znaleźliśmy się już pod salą od angielskiego. Cała godzina upłynęłam nam na czytaniu po raz setny przepisów BHP, wymagań nauczycielki i systemie oceniania. Właściwie prawie cały dzień taki był. Dopiero, gdy mieliśmy zajęcia z tańca współczesnego zaczęło się coś dziać. To mój ulubiony styl. Pewnie dlatego już nie mogę doczekać się zajęć. W końcu przez całe wakacje nie tańczyłam. Razem z Molly i Laną szybko pobiegłyśmy się przebrać w stroje do tańca i udałyśmy się wraz z resztą grupy do sali lustrzanej gdzie czekał już na nas choreograf. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, Harry dołączył do naszej grupy. To dobrze, bo było u nas tylko dwóch chłopaków. Nauczyciel szybko powiedział nam jaki będzie harmonogram tegorocznych zawodów i mistrzostw. Za jego prośbą zaczęliśmy się rozgrzewać.
- Pamiętacie jeszcze układ do Sweet Disposition? - spytał Pan Smith na co pokiwaliśmy głowami - To dobrze. Pokażemy temu nowicjuszowi jakiego poziomu od niego wymagamy
Pan Smith do bardzo miły nauczyciel i znakomity choreograf. Na początku może wydawać się trochę oschły i gburowaty, ale gdy się go lepiej pozna jest bardzo uprzejmy i zabawny. To jeden z moich ulubionych nauczycieli. Jest dla nas bardziej jak kolega
Zrobiliśmy to o co poprosił nas pan Smith. Wszyscy bardzo dobrze pamiętali tą choreografię, bo tańczyliśmy ją na sam koniec roku. Harry cały czas nie odrywał od nas wzroku. Wydaje mi się, że spodobało mu się to co pokazaliśmy, jednak na jego twarzy wciąż widniało coś w rodzaju strachu nie rozumiem dlaczego.
- Harry, od jak dawna tańczysz taniec współczesny?- spytał pan Smith, a uwaga całej grupy nagle skupiła się na nowym chłopaku
- Właściwie to...- zaczął niepewnie- Ja od zawsze tańczyłem hip-hip i street dance. A wylądowałem tu bo tamte grupy były podobno już zbyt liczne
- Zaraz zaraz. To jak ty masz zamiar tu tańczyć, skoro nie znasz nawet podstaw? - spytałam niedowierzając
- O właśnie. Louanne, widzę, że zgłaszasz się na ochotnika i pokarzesz nowemu koledze jak to się powinno tańczyć- wypalił nagle nasz nauczyciel
- Co?!- krzyknęłam oburzona- I ja mam zostawać po zajęciach i go uczyć? Tak samo jak Molly uczyła Michael?! Czemu ja?
- Bo cię o to proszę Lou. Twoim zadaniem jest nauczyć go tańczyć tak jak reszta grupy, na takim poziomie, żeby móg zaprezentować się z resztą na mistrzostwach.
- A jak ja niby mam to zrobić? Przecież on nawet nie wie jakie są pozycje baletowe.
- Liczę na twoją kreatywność
Świetnie. A był moim najlepszym nauczycielem. Jak łatwo można sobie zepsuć reputację u ucznia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)