czwartek, 17 lipca 2014

# 1



-Czemu jesteś smutna?- spytał Nicolas od razu, gdy znalazłam się w zasięgu jego wzroku
-A jak ci się wydaje?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie
Nick doskonale wie dlaczego od dłuższego czasu nie dopisuje mi dobry humor. Od miesięcy nie zmienia się powód mojego złego samopoczucia. Nie lubię widzieć współczucia u ludzi, którzy tak naprawdę nie do końca wiedzą jaka jest moja sytuacja. To jest takie udawane, a wręcz nawet wymuszone. Nie chcę, żeby ktokolwiek uważał mnie za jakąś ofiarę zrządzeń losu, nad którą trzeba się litować. Takie nastawienie jeszcze bardziej mnie dobija, bo nie wiem, na kim tak naprawdę mogę polegać, a kto zadaje się ze mną z litości lub, żeby nie sprawić mi przykrości.
- Skarbie, przynajmniej udawaj, że się tam dobrze bawisz, bo ten twój zły nastrój udziela się wszystkim dookoła- powiedział chłopak obejmując mnie ramieniem
No tak. W końcu jedziemy na ognisko z okazji zakończenia lata. Nie wiem kto i po co wymyśla taką głupotę. Kolejny powód do bycia przybitym. Według mnie koniec lata to żadna okazja do świętowania, a idę tam tylko dla zasady. Poza tym nie chcę siedzieć w tym chorym domu. Jedyne dwa powody, dla których tam idę.
Na miejsce doszliśmy w pół godziny. Była tam już masa ludzi. Od razu, gdy tam przyszliśmy na mojej twarzy zagościł dobrze mi już znany sztuczny uśmiech. Nick splótł nasze palce, żebym, jak to powiedział "nigdzie mu się nie zgubiła". Szczerze mówiąc najchętniej poszłabym gdzieś wgłąb tego lasu i nigdy nie wracała. Chłopak oparł brodę o czubek mojej głowy, po chwili delikatnie mnie cmokając.
- Uśmiechnij się- powiedział Nicolas- Napij się czegoś, to trochę się rozluźnisz. Tylko nie przesadzaj, bo ja na rękach cię nosił nie będę- zaśmiał się, co ja odwzajemniłam
Poczułam mocne szarpnięcie za wolną od uścisku mojego chłopaka rękę. Podniosłam głowę i zobaczyłam uradowanie twarze moich przyjaciółek. Szybko zostałam porwana od Nicka, na co ten zaczął stanowczo protestować lecz nie udało mu się wygrać z dwiema dziewczynami. Szybko odciągnęły mnie w cichsze miejsce i zaczęły niemiły dla mnie temat.
- Jak było na wakacjach z twoją mamą?- zapytała Luna podając kubek z jakimś trunkiem
- Jak zawsze- odpowiedziałam krótko
- Aż tak źle? Co znowu zrobiła?- dopytywała Molly
- Właśnie problem w tym, że nic. Zupełnie nie zwracała na mnie uwagi. Jakbym tam z nią w ogóle nie była. Tylko ten jej nowy facet się dla niej liczył. Chociaż pewnie i tak już z nim nie jest- odparłam wzruszając ramionami
Dziewczyny spojrzały na mnie z wyrazem współczucia wymalowanym na twarzach. Nie chcę, żeby ktokolwiek współczuł mi z powodu mojej matki. Właściwie nawet nie wiem, czy mogę ją tak nazywać. To Tylko kobieta, która mnie urodziła. Jedyne uczucie, jakim ją darzę, to nienawiść. Przecież nie da się kochać kogoś takiego jak ona.
- Widziałaś już tego nowego?- spytała Luna zabawnie ruszając brwiami
Jak zwykle starały się sprytnie wyminąć niezręczny temat mojej rodzicielki, a ja nie miałam zamiaru go drążyć.
- Przyjęli kogoś nowego? Teraz? Przecież mówili, że do nas już nikogo nie dołączą- mówiłam zdziwiona
- Też się zdziwiłam, ale muszę przyznać, że jest całkiem przystojny- powiedziałam Molly wykrzywiając usta w zadziornym uśmieszku- O Boże. Stoi tam- pisnęła kiwając głową w jego stronę
Odwróciłam się spoglądają za siebie. Zobaczyłam dość wysokiego chłopaka z kręconymi włosami. Lustrowałam jego sylwetkę od góry do dołu, dokładnie skanując każdy kawałek jego ciała. Dziewczyny miały rację- był nieludzko przystojny. Miał na sobie ciemne jeansowe rurki idealnie dopasowane do jego nóg. Biała, luźna koszulka z kieszonką na piersi odsłoniła kawałek tatuażu na jego klatce piersiowej. Na ramiona zarzuconą miał flanelową koszulę w czarnoniebieską kratę, z podwiniętymi do łokci rękawami. Całości dopełniły nieco przybrudzone białe converse. Chłopak przeczesał swoje bujne logi palcami, zaczesując je do tyłu, co wprowadziło moje przyjaciółki w obłęd. Podniosłam wzrok z powrotem na jego twarz, a moje błękitne tęczówki spotkały się z parą jego oczu o niewiadomym mi kolorze. Posłał w moją stronę uroczy uśmiech. Stał na tyle blisko mnie, że mogłam zobaczyć parę słodkich dołeczków tworzących się w jego policzkach.
Szybko odwróciłam się od obiektu zainteresowania większości osobników płci żeńskiej i udałam się w stronę stolika, na którym stały różnego rodzaju trunki. Szybko chwyciłam jakieś owocowe piwo i  postanowiłam, iż od tej chwili będę się dobrze bawić.
Po wypiciu kolejnych kilku butelek świat wokół mnie zaczął wirować, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Mój mózg pracował jeszcze na tyle, że postanowiłam usiąść na jednej z ławek przy ognisku. Mówiąc ławek mam na myśli raczej kilka większych gałęzi połączonych gwoździami. Siedziałam tak bujając się na wszystkie strony, próbując złapać równowagę. Po chwili niebezpiecznie odchyliłam się do tyłu i poczułam, że spadam na czyjeś ciało. Szybko podniosłam się z tego człowieka i otrzepałam swoje ubranie z piasku. Podniosłam wzrok do góry i napotkałam parę zielonych tęczówek i znajomi mi już dołeczki w policzkach.
- Przepraszam- powiedziałam pijanym głosem
- Nic się nie stało- zaśmiał się- Wszystko ok?
- Chyba tak- odparłam wzruszając ramionami- Usiądź ze mną- rozkazałam ciągnąc chłopka za rękę
- Jestem Harry- powiedział, gdy zajęliśmy miejsca przy odniu
- Louanne- odparłam ściskając jego dłoń
I jak zwykle wpadłam w swój słowotok. Gadałam o wszystkim co przyszło mi do głowy. Były to głównie jakieś zupełnie nieistotne głupoty. Jednak chłopak siedział i słuchał tego, co mam mu do powiedzenia, co jakiś czas się odzywając. Wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie bał się mnie zostawić samej przy palącym się drewnie, skoro nie byłam w stanie nawet prosto siedzieć.
- Louanne, chyba już powinniśmy iść- powiedział Nick, stając przede mną
Chłopak chwycił mnie za ręce i pomógł wstać. Ja szybko wtuliłam się w jego klatkę piersiową i zawiesziłam ręce na szyi.
- Kocham cię Nick. Jesteś miłością mojego życia. Chcę wziąć z tobą ślub i mieć dzieci- powiedziałam nadmiernie pobudzona
- Też cię kocham skarbie- zaśmiał się całując mnie w czoło- Ale prosiłem cię, żebyś nie przesadzała. Nie mam pojęcia jak ty w takim stanie dojdziesz do domu.
- Bywało gorzej- oznajmiłam wzruszając ramionami
- Dzięki, że się nią zająłeś- powiedział w stronę stojącego obok nas Harry'ego- Chodź mała. Wracamy do domu.
- Pa- powiedziałam z uśmiecham, machając w stronę zielonookiego chłopaka
Przez całą drogę szłam praktycznie przyklejona do swojego chłopaka. Całe szczęście, że przynajmniej on był w miarę trzeźwy. Nick odprowadził mnie pod sam dom, upewniając się, że dotarłam w jednym kawałku. Weszłam do mieszkania najciszej jak tylko potrafiłam. Udało mi się w przedziwny sposób wdrapać po schodach do pokoju, nie budząc przy tym matki. Upadłam zmęczona na łóżko, nie zmieniając nawet ubrać.