niedziela, 11 stycznia 2015

# 2


Obudziłam się z potwornym bólem głowy.Zegarek na moim srebrnobiałym telefonie wskazywał godzinę 10:15. Z niechęcią westchnęłam i usiadłam na swoim miękkim łóżku. Przetarłam ręką zmęczone oczy i wyszłam spod ciepłej pościeli stawiając nogi na białym dywanie. Gdy otworzyłam drzwi swojego pokoju, od razu usłyszałam rozmowy dobiegające z dołu. Zeszłam powoli po ciemnych schodach i skierowałam się w stronę jadalni, gdzie przy stole siedziała moja mama ze swoim nowym facetem. Kolejnym. To pewnie on był powodem, dla którego wczoraj w nocy nie robiła mi wywodów o stanie upojenia alkoholowego, w jakim wróciłam do domu. Przynajmniej nie pamiętam, żeby coś mówiła.
- Cześć Louanne- powiedziała mama z tym swoim udawanym uśmiechem
- Dzień dobry- odpowiedziałam niechętnie
- To jest Zack- pokazała ręką na mężczyznę siedzącego obok niej
- Miło mi- powiedział facet po trzydziestce podając mi rękę
Zignorowałam jego gest i usiadłam przy stole. Położyłam na talerz naleśnika i posmarowałam go dżemem. Nie miałam zamiaru udawać miłej, bo nawet mi się nie chciało. Moja kochana mamusia powinna wiedzieć jakie mam nastawienia to jej kochanków. Denerwuje mnie to, że cały czas sprowadza do domu nowych, coraz młodszych mężczyzn. Nie jest to dla mnie zbyt komfortowa sytuacja.
- Jesteście siostrami?- zapytał mężczyzna
Spojrzałam na niego i zaczęłam się głośno śmiać. Facet patrzył na mnie z zakłopotaniem, nie wiedząc co się dzieje. Rozumiem, że moja mama wygląda dość młodo, ale bez przesady.
- Nie wierzę. Nie powiedziałaś mu, że masz córkę?- zapytałam z niedowierzaniem
- J...ja. Musiało mi to jakoś umknąć- powiedział sztucznie się uśmiechając
Mina Zack'a po tym, co właśnie powiedziałam była bezcenna. Widocznie moja rodzicielka ukryła przed nim więcej ważnych faktów. To właściwie dobrze. Nie będzie się musiał z nią męczyć.
- Lou. Idź do siebie- powiedziała Samantha
- Ale ja dopiero przy...
- Idź do siebie- przerwała mi
Z nieukrywaną niechęcią wstałam od stołu, zabierając swoją porcję naleśników. Powoli weszłam po schodach do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.

***

Ostatni dzień wakacji minął mi raczej leniwie. Obyło się bez kolejnej rozmowy z mamą. Wiedząc, że jutro muszę iść na rozpoczęcie roku zaczęłam przeglądać kolejne wieszaki w poszukiwaniu stosownego ubrania.W końcu wybrałam zwykłe czarne rurki, białą koszulę z cienkiego, delikatnego materiału i ciemną marynarkę. Całość miały dopełnić beżowe szpilki. Położyłam cały zestaw na fotelu. Zegar wskazywał już 23, więc postanowiłam wziąć prysznic. Po około 30 minutach leżałam już w łóżku przykryta kołdrą po same uszy. Wymieniłam jeszcze kilka smsów z Luną i zasnęłam.
Głośno dzwoniący budzik wyrwał mnie z pięknego snu. Przetarłam kilka razy zaspane oczy i niestety musiałam zacząć się szykować na zbliżający się wielkimi krokami początek roku. Szczerze to lubię moją szkołę, bo jest inna niż wszystkie. Oprócz normalnych przedmiotów mamy również lekcje śpiewu, gry na instrumentach i przede wszystkim tańca. Taniec i muzyka są całym moim życiem. Nie potrafię bez nich funkcjonować.
Mozolnie zwlekłam się z łóżka stawiając stopy na miękkim białym dywanie. Jak co rano poszłam do łazienki i wykonałam poranne czynności. Wykąpana i umalowana wróciłam do pokoju i ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania. Zegarek na mojej nocnej szafce wskazywał 8:35, co oznaczało, że nie zostało mi dużo czasu do wyjścia. Szybko założyłam na ramiona czarną marynarkę. Zeszłam na dół do niewielkiego przedpokoju i z jednej ze stojących w nim szafek wyciągnęłam beżowy buty na obcasie, które za chwilę wsunęłam na swoje stopy. Jeszcze tylko przejrzałam się w lustrze, upewniając się, że wyglądam dobrze i wyszłam z domu.
Po kilkunastu minutach jazdy komunikacją miejską znalazłam się w mojej szkole. Mimo tego, że lubię to miejsce, przygnębia mnie fakt, iż przez kolejny rok będę tu niemal codziennie. Nienawidzę monotonni, a rok szkolny właśnie taki jest. Właściwie całe moje życie to monotonia.
Pchnęłam ogromne drewniane drzwi prowadzące do auli, znajdującej się na samym środku szkoły. Chwilę rozejrzałam się po ogromnym pomieszczeniu, aż w końcu odnalazłam znajome mi osoby. Szybkim krokiem podeszłam do miejsca, w którym siedziała moja klasa, zajmując zajęte dla mnie miejsce obok Nicolasa. Chłopak dał mi soczystego całusa, po czym splótł nasze palce.
Jak co roku dyrektor rozpoczął uroczystość swoim przemówieniem, po czym odbyła się bardziej artystyczna część tego spotkania. Podczas, gdy najbardziej podlizujący się nauczycielom uczniowie kontynuowali swój występ, ja i Nick rozmawialiśmy o wczorajszym dniu. Opowiedziałam mu co znowu zrobiła moja kochana mamusia.
- Ale jak to nie powiedziała mu, że ma dziecko?- spytał zdziwiony chłopak
- Normalnie. Myślał, że jestem jej siostrą. Jego mina, gdy się dowiedział, że to moja matka była bezcenna. Ale bynajmniej nie będzie się musiał z nią męczyć- powiedziałam cicho
- Współczuję ci twojej matki, skarbie. Gdybym mógł wziąłbym cię do siebie, ale sama rozumiesz. Moi rodzice też do wymarzonych nie należą.
- Wiem- powiedziałam kładąc głowę na jego ramieniu
Po apelu udaliśmy się do swoich sal. Przywitałam się ze wszystkimi członkami mojej klasy, z którymi nie widziała się przez wakacje i zajęłam miejsce w ławce. Jak zwykle wychowawczyni wypytywała nas jak spędziliśmy wakacje i mówiła, że musimy być najlepszą klasą. Stała gadka.
- Jak już  pewnie zauważyliście mamy w klasie nowego ucznia - powiedziała nauczycielka patrząc wgłąb sali.
No tak. Prawie zapomniałam, że poznałam go na ognisku. O Matko. Jakie to żenujące, że poznaliśmy się w taki sposób. Jednym ze skutków mojego sobotniego upojenia alkoholowego jest to, że nie pamiętam nawet jak ma na imię. Czuję się teraz jak osoba uzależniona od alkoholu, która musiała się upić, żeby zapomnieć o problemach. Jak zwykle najpierw robię, potem myślę.
Po jeszcze kilkunastu minutowym przemówieniu wychowawczyni jak dobrze mamy się zachowywać i uczyć wyszliśmy z sali. Szłam razem z Nicolasem trzymając się za ręce. Dołączyliśmy do grupki naszych najbliższych znajomych, którzy toczyli zaciekłą konwersację z nowym uczniem.
- Robię w sobotę domówkę, powinieneś przyjść - powiedział w końcu Nick
- Też tak uważam - dodałam uśmiechając się delikatnie do chłopaka
- Właściwie to nie mam nic innego do roboty - powiedział wzruszając ramionami
- To widzimy się w sobotę o dwudziestej - dodał mój chłopak
- Trzymaj się z nami to nie zginiesz w tej szkole - dodała Molly
- My już chyba będziemy szli -  powiedziałam spoglądając na Nicolasa
Ruszyliśmy w stronę wyjścia, żeby potem pojechać do domu chłopaka i rozkoszować się własną obecnością. Nic innego nie było mi dziś trzeba oprócz oglądania romantycznego filmu siedząc na wygodnej kanapie pod miękkim kocem w objęciach osoby, którą kocham.